niedziela, 21 kwietnia 2013

Niedzielna podróż kulinarna

Od dziś zaczynam nowy cykl. Niedzielny cykl. Nie zawsze gotuję i jem w domu, a ostatnio natłok obowiązków wyjątkowo mi to utrudnia. Tak mam czasami. I stąd pomysł, by pokazać miejsca w których spędzam czas. Czasem smacznie i przyjemnie, a czasem... Dziś zapraszam na kuchnie wietnamską i do rewelacyjnej kawiarni.


zdjęcie pochodzi ze strony vanbinh.pl/
Już od dawna miałam ochotę na jedzenie wietnamskie. W tym lokalu byłam już kilka razy na przestrzeni kilku ładnych lat. Zawsze mi smakowało. Tym razem... 
Po kolei.
Lokal jest duży i wypełniony czerwienią. Wystrój lokalu przypomina tandetną salę weselną.  Po wejściu podszedł do nas kelner i powiedział, że możemy sobie wybrać stolik. Lubię to! Usiedliśmy przy dużym stole przy oknie. Na stoliku czerwone obrusy i podarte maty bambusowe. Nieapetycznie to wygląda, naprawdę. Ale nic, pamiętam smak... Zamówiłam sobie indyka na gorącym półmisku i małe piwko. Po 10 - 15 minutach oczekiwania otrzymałam smażącego się jeszcze indyka z warzywami i grzybami mun. Do tego na oddzielnym talerzu podano ryż i 2 sosy do wyboru ostry i słodko - kwaśny. Po spróbowaniu indyka stwierdzam, że... nie ten smak pamiętam. Jest poprawny, ale żadnej rewelacji. Ot, indyk z warzywami. Obiad zjedzony, ale bez rewelacji. Wspólnie stwierdziliśmy, że to była nasza ostatnia wizyta w tym lokalu, gdyż za każdym razem spada jakość potraw. 







Po wyjściu z wietnamskiej restauracji poszliśmy na spacer i dotarliśmy do rewelacyjnej kawiarni. Idąc ulicą Grójecką znaleźliśmy "Pochwałę niekonsekwencji", miejsce niezwykle mnie urzekło swym klimatem, wystrojem, miłą obsługą. Świetne miejsce na kawę, randkę, lunch, spotkanie ze znajomymi. Wybraliśmy kawę latte i niszowe piwo o cudownej nazwie "dobry wieczór". Zapłaciłam za to 19 złotych.... W warszawskich warunkach to bardzo mało :))) Piwo świetne, kawa jeszcze lepsza, zwłaszcza, że przyniesiona do stolika, a to coraz trudniej spotkać. Jeszcze tam wrócę, coś zjem, coś wypiję i na pewno o tym napiszę :)  




I tak się kończy pierwsza niedzielna podróż kulinarna. Zapraszam na następne :)


2 komentarze:

  1. kocham stołować się w nowych miejscach na mieście :)

    OdpowiedzUsuń